Strony

czwartek, 30 kwietnia 2015

Apetyczny Weekend

Tak jak pisałam wcześniej, w tym roku nie planujemy z Szarlatanem większych podróży, dlatego każdy wypad na weekend traktuję jak mini wakacje i okazję do wypoczynku. Kiedy Ola napisała w lutym czy jestem chętna na wyjazd do Krakowa bez wahania odpisałam, że TAAAAAAK! :D

Oprócz tego, że wiedziałam o której i gdzie jest zbiórka, kto jedzie i co jest naszym celem (poszukiwanie inspiracji, poznawanie nowych ludzi, oryginalnych rzeczy i pięknych miejsc) oraz abym zabrała wygodne trampki, cały wyjazd był jedną wielką niewiadomą. Z taką ekipą dziewczyn (Ola, Ania, Jagoda, Marta, Jagoda, Ola) wiedziałam, że nie mam się o co martwić, bo co byśmy nie robiły to zabawa będzie przednia! I tak właśnie było :)))

Słoneczną sobotę minionego weekendu rozpoczęłyśmy w Marce (galerii i sklepie z polskim designem), gdzie miałyśmy okazję dobrą godzinę podyskutować z polskimi projektantami (Nie/bo Design, Opaq, Hop Design i Esy Magnesy)  na temat ich pomysłów, źródła inspiracji oraz sytuacji polskiego wzornictwa w kraju, Mimo, że zajmujemy się czymś zupełnie innym okazało się, że mamy bardzo podobną misję. Promować kreatywne myślenie i działanie oraz polskie produkty! 


piątek, 24 kwietnia 2015

Co w trawie piszczy

Za każdym razem kiedy pada hasło będą Targi Rzeczy Ładnych, z uśmiechem na twarzy zapisuje datę w kalendarzu i staram się aby nic innego w tym terminie mi nie wyskoczyło. Uwielbiam imprezy na których można podejrzeć co w trawie piszczy, porozmawiać z twórcami i poznać koncepcje produktu. Zobaczyć kto stoi za tym, że w Polsce mamy co raz większy wybór dobrych i ładnych rzeczy do urządzenia wnętrza. Ale nie tylko wnętrz, bo przecież urodziwe przedmioty można nosić i w torebce ;)

Może dlatego, że to już kolejne targi z rzędu w niewielkim odstępie czasowym, może dlatego, że jestem na nich za każdym razem. Wydaje mi się, że oglądam ciągle to samo, że za każdym razem widzę wystawców, których już znam. Mam jednak na uwadze fakt, że impreza wciąż jest mało popularna, że na pewno znaleźli się tam ludzie, którzy byli po raz pierwszy i nie widzieli tego co ja czy Wy moi Drodzy czytelnicy na blogu :)

Mimo całej sympatii do targów i ich wystawców przy okazji tego posta apeluje jednak o zmianę miejsca, bo chociaż Plac Unii ma świetną lokalizację, to według mnie jest to miejsce bezpłciowe i zupełnie nie pasuje do charakteru imprezy. Oprócz tego brakuje tam światła i jest duszno jak diabli, a na szatnie nie starczyło w tym roku miejsca! Gdyby nie te kilka czynników (a uwierzcie mi że potrafię znieść duże niedogodności) może pobyłabym tam dłużej i pokazała Wam znacznie więcej...


wtorek, 21 kwietnia 2015

Jak się śpi w kawalerce

Jednym może się o wydawać dziwne, innym niezrozumiałe, ale w mieszkaniu które składa się z jednego pokoju, kuchni w przedpokoju i łazienki, toczy się całe nasze życie. Oznacza to, że śpimy również w tym samym pomieszczeniu co gotujemy, pracujemy, jemy, przyjmujemy gości lub tańcujemy (Szarlatan potrafi nawet skręcić tutaj niezłą siłownie w 5 minut ;). Nie mamy ukrytego pomieszczenia za ścianą, nie podnajmujemy od sąsiadów sypialni tudzież jeździmy na noc do Mamy. Nasza szara poczciwa sofa którą nie raz, nie dwa widzieliście zasypaną poduchami służy nam również do spania! 

Oprócz tego, że sofę trzeba codziennie ( lub nie :P) składać, to nie widzę różnicy w komforcie snu. Narożnik ma ponad dwa lata, a nie stracił ani na wyglądzie ani na formie. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyboru i mamy też potwierdzenie, że warto lepiej wydać więcej i mieć coś dobrej jakości w domu. Przy okazji polecam więc Wam wyroby Lubuskiej Fabryki Mebli :)



piątek, 17 kwietnia 2015

Polskie Wnętrza - vol.4

To będzie nietypowe polskie wnętrze, bo dom znajduje się tak na prawdę w Irlandii i został urządzony przez Irlandczyków. Ze względu na fakt, że zamieszkuje go moja cioteczna siostra Kinga (najśmieszniejsza ze wszystkich!) z mężem Lloydem i dwoma córeczkami Saoirse (czyt. Sirsza) i Kaliną, to jest on w połowie polski :) Zresztą pomyślałam, że zainteresuje Was też jak mieszka się i żyje na zielonej wyspie. 

Pierwszy raz kiedy byłyśmy u nich z Zu w odwiedzinach, mieszkali na przedmieściach Dublina w jednym z maleńkich szeregowców typowych dla wyspiarskich klimatów. Już wtedy zadziwił mnie monumentalny wystrój wnętrza, biorąc pod uwagę niewielki metraż pokoi i całego domu. Żałuje, że wtedy nie robiłam jeszcze zdjęć, bo bylibyście zszokowani. Kinga też chyba zresztą była, bo nie zajęło jej długo namówienie Lloyda do zmiany na coś większego ;)

Nie tylko metraż się zmienił (ze 100m2 na 300m2 + ogródek i pole), ale i adres. Zresztą dość drastycznie, bo o jakieś 100 km na północ od stolicy, niedaleko od granicy z Irlandią Północną. Podczas gdy, to Kinga była przerażona perspektywą mieszkania w małej miejscowości, to Lloydowi zajęło dłużej zaklimatyzowanie się z dala od znajomych i rodziny. Gula natomiast, wbrew wcześniejszym przypuszczeniom, odkryła w sobie prawdziwą miłość do życia na wsi, co możecie regularnie podglądać na jej blogu Field to Fork Ireland, a przy okazji podszkolić angielski! :D 

Teraz jednak zapraszam Was do wnętrza domu, który chodź pewnie nie przypadnie Wam do gustu stylem, to z pewnością dobrą energią i ciepłem jaki z niego bije :))) 


czwartek, 9 kwietnia 2015

Bloggers Baby Shower

Ten post powinien pojawić się tutaj już dawno, ale najpierw mały człowiek, którego przyjście na świat miałyśmy z dziewczynami z BGP świętować, postanowił pojawić się wcześniej. A potem jak już się zebrałyśmy i zorganizowałyśmy całe wydarzenie, to zaraz po wyjechałam na narty i snowboard, na których nieco się połamałam :P W ramach zadość uczynienia mam dla Was niespodziankę, ale zostawiam to na koniec.

Z małym opóźnieniem, ale z ogromną dumą przedstawiam na blogu jeden z najładniejszych pokoików dziecięcych w polskiej blogosferze. Cieszę się, że mogłam maczać w tym palce i uczestniczyć w samej imprezie. Poznać osobiście małego T. i pogratulować rodzicom :)))

Jak zawsze przy takich spotkaniach rozmowy i pogaduchy nie miały końca. W sumie to na co dzień się czytamy i oglądamy z Agą, Olą i Martą, ale żeby już zagłębić się w jakiś temat nie ma czasu. Lubię te nasze blogowe zjazdy, bo można omówić różne sprawy (osobiste i blogowe) czy nauczyć się czegoś nowego od siebie :)

Ta impreza miała coś jeszcze innego na celu, a mianowicie zgromadzenie w jednym miejscu bardzo dobrych marek dziecięcych! Myślę, że się udało :)


wtorek, 7 kwietnia 2015

Less is more...

...more or less. Bo o ile od tego roku przyjęłam dewizę, że mniej znaczy więcej, to w przypadku rodziny jest zupełnie odwrotnie. Powinna być DUŻA I ZŁOŻONA z wielu członków i pokoleń, a mimo wszelkich nieporozumień i zwad, trzeba o nią dbać i pielęgnować każdy zwyczaj! Nawet tak prosty jak wspólne święcenie jajek na Wielkanoc na Starówce, a potem przegląd tegorocznych dekoracji Grobów Pańskich, zwieńczony obiadem :)))


fot via Instagram