niedziela, 15 października 2017

Oda do Radości (i przepis na pizze z patelni z kiszoną kapustą)

Pamiętacie kiedy we wrześniu pisałam Wam, że bliżej mi do pisania o tym jaka jestem szczęśliwa niż o kuchni? Co prawda nie fruwam już pół metra ponad ziemią jak wtedy, ale obiecałam sobie, że nawet jeśli nadejdą gorsze dni napiszę ten wpis, nie tylko dla Was, ale i dla samej siebie :) Wrzesień w tym roku przeleciał mi błyskawicznie. Trochę za sprawą naszej Poziomki, która adaptowała się w przedszkolu, trochę za sprawą przerabiania pomidorów na zimę i urządzania mieszkania, a trochę za sprawą dopieszczania ostatnich w tegorocznym sezonie Ładnych Historii. Oczywiście było tego znacznie więcej, ale nie będę Was zanudzać szczegółami.

Wrzesień ma w sobie coś takiego co sprawia, że jest dla mnie znacznie bardziej przełomowym miesiącem niż styczeń. Zdecydowanie lepiej i łatwiej podejmować mi nowe wyzwania, planować kolejne kroki do spełnienia marzeń i robić sobie małe podsumowanie tego co dotychczas przeżyłam lub osiągnęłam.  I tak w tym roku we wrześniu stuknęło nam z Szarlatanem 10 lat razem i dotarło do mnie, że jest to jedno z najważniejszych osiągnięć w moim życiu <3 Szczęśliwy związek i jego owoc, czyli nasza słodka Poziomka :)



Kiedyś ktoś mi powiedział, że nasze życie wygląda na idealne. I wiecie co? Wyglądać to może i wygląda, bo nie mogę powiedzieć jesteśmy szczęśliwi, ale na pewno nie jest idealne. Ja nawet nie chciałabym żeby takie było (teraz to wiem, jeszcze kilka lat temu nie byłam taka mądra), bo gdyby nie te wszystkie popełnione błędy, napotkane problemy, kłopoty, kłótnie, zwady, potyczki, pomyłki, smutki i inne zmartwienia, które pojawiały się na naszej osobnej i wspólnej drodze, nie dowiedzielibyśmy się, że zawsze, ale to zawsze sobie poradzimy, dopóki się kochamy, a tak naprawdę przyjaźnimy. Wielu osobom wydaje się, że fajny związek to motylki w brzuchu, kwiatki i fajerwerki, ale to nie prawda. Fajny i szczęśliwy związek oparty jest na przyjaźni, rozmowie i wzajemnym szacunku, a to wymaga ciężkiej i stałej pracy nie tylko nad związkiem, ale i nad sobą.

Wiecie jaka kiedyś byłam? Zamknięta, zakompleksiona, zazdrosna i w środku bardzo nieszczęśliwa. Na zewnątrz wesoła, uśmiechnięta i energiczna, a jakże. I pewnie tym zwabiłam tego biednego człowieka i jakimś cudem nie uciekł, kiedy poznał ciemną stronę mojej mocy ;) A wiecie dlaczego nie uciekł, ani ja nie uciekłam, bo przecież on też idealny nie jest? Bo byłam gotowa i otwarta (i nadal jestem) tak jak i on jest, na rozmowę, zmiany i kompromis. Gdyby nie to, że któregoś koszmarnego wieczoru, kiedy standardowo ryczałam do poduszki zamiast powiedzieć o co chodzi, Szarlatan potrząsnął mną i powiedział: "mów do mnie, bo inaczej nigdy się nie dowiem co czujesz i co źle zrobiłem", nie wiem czy bylibyśmy razem, tutaj gdzie jesteśmy teraz. Miałam bowiem do wyboru albo zdobyć się na odwagę i powiedzieć mu co czuję, dlaczego płaczę z nadzieją, że oczywiście to coś zmieni albo dalej tkwić w przekonaniu, że się domyśli, bo przecież jak mu powiem to się obrazi, pokłócimy się (kiedyś mi się wydawało, że w super związkach ludzie się nie kłócą), nie będzie się odzywał przez dwa dni albo co gorsza zostawi mnie (doświadczenia z poprzednich związków ;). Na szczęście nie zostawił, bo zależało mu równie bardzo, a ja wygrałam więcej niż mi się mogło nawet wtedy wydawać! Wspaniałego przyjaciela, kochanka, męża i tatę dla Poziomki <3

Od tamtej pierwszej rozmowy wiele przeszliśmy, wiele odnieśliśmy sukcesów, ale i ponieśliśmy porażek. Nigdy jednak, ale to nigdy żadne z nas nie zostawiło drugiej połowy bez słów wyjaśnienia, bez rozmowy, bez próby znalezienia rozwiązania czy kompromisu. Nie knujemy i nie obgadujemy się za plecami, nie manipulujemy drugą połową, nie mamy cichych dni, nie obrażamy się na siebie, nie szukamy pomocy na zewnątrz, zawsze zaczynamy od rozmowy i siebie na wzajem. Po prostu jesteśmy wobec siebie szczerzy aż do bólu i traktujemy się jak najlepsi przyjaciele. A całusy, przytulanki, pieszczoty, seks i inne bajery sprawiają, że nasz związek jest jeszcze fajniejszy ;)

Jak więc widzicie nie bez powodu mówimy do siebie "Ziomek", "Ziomuś", "Ziomeczek", co wiele osób bawi i dziwi, że można tak nazywać żonę lub męża. Ale tak jest i tak być powinno! Żona i mąż czy partnerzy powinni być dla siebie najlepszymi Ziomami i myślę, że kiedy ludzie to zrozumieją to na świecie będzie mniej rozwodów, a więcej szczęśliwych par ;) 

A co poza tym, co sprawia, że jesteśmy ze sobą szczęśliwi? Dajemy sobie dużo wolności, na rozwój, pasje, spotkania z innymi ludźmi, czyli nie spędzamy ze sobą każdej możliwej chwili. Kiedy jedno z nas coś sobie wymyśli, założy albo o czymś marzy, drugie mu w tym pomaga na tyle ile jest to możliwe, bo wie, że jest to dla niego ważne lub go uszczęśliwi, a tym samym i drugą połowę :) 

Nie zazdrościmy ani sobie na wzajem, ani nie jesteśmy zazdrośni o siebie. Na imprezach i weselach obtańcowujemy innych facetów i kobiety, a przyjaciół mamy zarówno w płci żeńskiej jak i męskiej. Z mojego punktu widzenia, z każdego mężczyzny i kobiety można zaczerpnąć coś dobrego, innego, coś czego naszemu partnerowi brakuje albo się akurat w tym nie specjalizuje ;) Flirty, podrywy i inne wygłupy też są zdrowe o ile nie przekraczają granicy znanej i akceptowanej przez drugą stronę, inaczej dym ;) Podam Wam przykład żebyście nie odchodzili od zmysłów, o czym ja wygaduje :D Kiedyś Szarlatan (już wtedy mój mąż) nie mógł pójść na wesele naszych znajomych, poprosiłam więc naszego wspólnego kumpla aby poszedł ze mną, bo jest świetnym tancerzem i z pewnością będziemy się dobrze bawili :) Następnego dnia dowiedziałam się, że ludzie plotkowali, że coś jest chyba między mną, a Szarlatanem nie halo skoro przyszłam z innym facetem. Bardzo nas to ubawiło :D Z innych przykładów, kiedy Szarlatan pracował w jednej korporacji, co chwilę opowiadał mi i przynosił jakieś dobre smakołyki lub pomysły na przepisy od swojej koleżanki z pracy, która jest zakręcona na punkcie zdrowego żywienia. I co? Kiedy powiedziałam o tym znajomej powiedziała, że ona na moim miejscu koniecznie by się tym zainteresowała. Ja tam tylko się cieszyłam, że Szarlatan ma fajną znajomą w pracy i jeszcze przynosi mi jakieś dobre rzeczy do domu :D

No a jak to z tym seksem, nie nudzi się? A pewnie, że się nudzi i cała w tym zabawa i wyzwanie żeby znaleźć na niego nowy sposób, miejsca, zabawki, szukać nowych doznań i pielęgnować to co nas kręci i podnieca. Tak jak w innych sferach tak i w tej trzeba się dokształcać i otworzyć na zmiany utartych przyzwyczajeń ;)

Gdybym miała tak zobrazować jak wygląda wieloletni związek, byłaby to sinusoida. Są momenty, że wydaje Ci się, że jesteś na szczycie świata, a są tez takie, że wydaje Ci się, że jest tak słabo między Wami, że nigdy się z tego dołka nie wygrzebiecie. Wtedy uruchamiamy romantyczne rytuały, wyjścia we dwoje, drobne niespodzianki, miłe słówka, zaczepki, sms-ki. No nie ma bata, trzeba się wysilić, wyjść z inicjatywą, ruszyć wyobraźnią, samo się nie poprawi ;) 

Szarlatan to cudowny człowiek, ale wad mu nie brakuje, tak jak i mi. Kiedyś z nimi walczyłam/, chciałam go zmienić. Wiele z nich przez długie lata w ogóle mi nie przeszkadzały albo ich nie widziałam, a potem bach, są i co z nimi zrobić? Nad niektórymi pracuje wciąż wierząc, że tak jak inne drobiazgi tak i te może uda mi się nieco zniwelować (plastyczny materiał mi się trafił ;), ale większość zaakceptowałam i to jest jedyna droga do szczęścia :P Prawda jest bowiem taka, że to co nas uwiera w drugiej osobie jest przeważnie odbiciem naszych myśli, uczuć i pragnień lub niezadowolenia z siebie. Warto więc najpierw przyjrzeć się sobie, a dopiero potem męczyć o zmianę partnera ;) W myśl słów Carla Junga "Każda rzecz, która irytuje nas w innych, prowadzi do zrozumienia nas samych.". Życie w ogóle jest jak jedno wielkie lustro, odbija Twoje nastroje, uczucia, chęci i zamiary. Jeśli się do niego uśmiechasz szczerze i prawdziwie, ono odpowie Ci tym samym :))) Bo jeśli to tylko maska, a w środku kryjesz niezadowolenie, smutek, żal, nienawiść lub inne wrogie uczucia to raczej nie będzie działać albo będzie działać tak samo w drugą stronę. Będziesz spotykać ludzi, którzy zakładają takie same maski jak Ty ;)

Jakiś czas temu dostałam od Świekry fajną książkę pod tytułem "5 języków miłości" (Gary Chapman) i był to kolejny krok do oświecenia, jakiego doznałam. Zdawaliście sobie sprawę, że każdy z nas posługuje się innym językiem miłości? Tzn. jedno z nas czuje się kochane, kiedy druga połowa wita go w domu ciepłym posiłkiem, a drugie potrzebuje kwiatów, spontanicznych wycieczek lub innych atrakcji. Jeśli to do nas dotrze i poznamy jakim językiem miłości posługuje się nasz partner, będziemy mogli sprawić radość drugiej połówce, a ona nam :) Kiedy tak obserwuje inne pary, mam wrażenie, że poza brakiem komunikacji, jest to najczęstszy problem między partnerami. Każdy z nich oczekuje od drugiej osoby żeby robiła to co sama uważa za okazywanie miłości. I to jest ok, o ile o tym powiemy partnerowi, będziemy o tym rozmawiać, a on nas zrozumie i będzie starał się to robić bo nas kocha i chce żebyśmy byli szczęśliwi. My natomiast docenimy jego język miłości zamiast narzekać, że nie robi tego co my uznajemy za miłość ;) Dlatego też ja nauczyłam się np. gotować i robić Szarlatanowi pyszne i słodkie niespodzianki, a on przynosić mi od czasu do czasu kwiaty, organizować różnego rodzaju wycieczki lub porywać mnie spontanicznie do tańca. Warto bowiem cofnąć się w czasie i zastanowić dlaczego pokochaliśmy swojego partnera. Mnie np. Szarlatan zdobył swoją kuchnią od serca, spokojem i cierpliwością, a ja jego swoją wesołym usposobieniem, tańcem i szalonymi pomysłami :D 

Mamy również wiele wspólnego i to są rzeczy, drobiazgi i rytuały, które pielęgnujemy i na nich staramy się koncentrować :) Nie wychodzimy z domu bez buziaka, piszemy sobie rymowane sms-y, nie ma tygodnia, w którym nie powiemy sobie "Kocham Cię" i nie zjemy czegoś dobrego :D Tak w ogóle to myślę, że połączyła nas miłość do podróży i jedzenia, a najbardziej pizzy :D Ja nie wiem czy my nie spłodzimy jakiejś pizzerii na starość, zaraz po podróży dookoła świata :D 

Dlatego też na zakończenie dzisiejszego wpisu przygotowaliśmy dla Was z Szarlatanem przepis na pizzę, którą dość często robiliśmy w naszej kawalerce, bo nie mieliśmy sprawnego piekarnika ;)

Pizza z patelni z kiszoną kapustą i boczkiem :) 


Składniki na ciasto:

3 szklanki mąki pszennej
1 szklanka ciepłej wody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka ziół prowansalskich
2 łyżki oleju do ciasta
2 łyżki oleju do smażenia
Składniki na wierzch pizzy:

200 g kiszonej kapusty
100-200 g boczku krojonego
1 mała cebula
Ser pleśniowy lub kozi
2 łyżki musztardy, dowolnie sarepskiej lub stołowej
1 łyżka śmietany
Natka pietruszki (opcjonalnie)

Przygotowanie:

1. Do mąki dodajemy sól, proszek do pieczenia i zioła prowansalskie. Dokładnie mieszamy. Dodajemy ciepłą wodę i olej. Mieszamy drewnianą łyżką, choć ja polecam po prostu rękami. Wyrabiamy ciasto i odstawiamy na kilka minut.

2. Cebulkę kroimy według uznania (drobno lub w piórka) i podsmażamy razem z boczkiem. Kapustę drobno siekamy i dodajemy na patelnię. 3-5 minut wszystko razem smażymy. 

3. Na patelnię wylewamy niewielką ilość oleju i układamy ciasto. Następnie podsmażamy je ok 6 min.

4. Gdy spód się zarumieni, przekładamy go na drugą stronę. Smarujemy go musztardą i śmietaną. Jeżeli chcemy bardziej intensywny smak, nie dodajemy śmietany. Następnie układamy podsmażoną kapustę, z cebulą i boczkiem. Na sam wierzch rozrzucamy ser pleśniowy lub kozi (według upodobań). Możemy dodać oczywiście oba :) Zmniejszamy ogień - przykrywamy patelnię pokrywką. Po około 10-15 min pizza będzie gotowa. Cały czas sprawdzamy czy spód się nie spalił i czy ciasto nie jest surowe. 

5. Przed podaniem możemy pizzę posypać natką pietruszki 

Przepis na ciasto z patelni zapożyczyliśmy od Vege Szamanka (>>>KLIK). Nam wychodzą z tego przepisu 3 pizze :)

PS od Szarlatana - Pizza raczej nie nadaje się na "kolacje we dwoje" bo powoduje mało romantyczne efekty uboczne :P ale na jesień i zimę jest idealna ;D

Enjoy!




 











Na koniec podsyłam Wam jeszcze pozytywną nutę, którą śpiewam ostatnio na całe gardło, bo dodaje mi dużo wiary i sił do działania. A teraz właśnie najbardziej mi tego potrzeba :)


Wasza

LU

Pin It

19 komentarzy:

  1. Mądrą Kobietą jesteś i mądre rzeczy piszesz :)
    Związek zbudowany na takich fundamentach przetrwa wszystko ! Kochajcie się tak nadal a wszystko będzie dobrze :)
    Cudownie się czyta takie opowieści :)
    Dużo szczęścia !!!
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje i wzajemnie, życzę duuużo miłości :))))

      Usuń
  2. Fajnie się o Was czytało, boska ta Wasza Romka_poziomka! :) Mi pewna mądra osoba powiedziała po ślubie, że najważniejsza zasada małżeństwa brzmi "Nie oczekuj"... umytych naczyń, kwiatów, właściwej miny, czegokolwiek. Druga osoba nie siedzi w Twojej głowie i nie jest po to, by odgadywać i spełniać Twoje oczekiwania. Zgadzam się z tym w milionie procent! A na obrączkach wygrawerowane mamy "Miłość to wolność"... :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ot to, to! Fajnie mieć takie mądre osoby w okół siebie :) Piękna grawerka! My mamy "Wilk i Zając" :D Dzięki Joasiu :*

      Usuń
  3. Wiele, wiele mądrych rzeczy napisałaś i co najwżniejsze sprawdzonych i przetestowanych :)
    Jesteście super związkiem :) Trzymajcie tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje i polecam przetestować :) Buziak!

      Usuń
  4. Takie teksty lubie :)
    Od serca i mmdre. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, obiecuje raz na jakiś czas takie płodzić ;)

      Usuń
  5. Jak ja cię lubię czytać! Fajna ta wasza trójka wchodząc na bloga czuję się jak u dobrych znajomych 😍😘😀🌞

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to chodzi, bardzo nam miło i zapraszamy częściej :):*

      Usuń
  6. tyle dobrych rad w jednym wpisie 😉 jesteś naprawdę mądrą kobietą 😊 a Poziomka jest przecudowna 😍 ja dopiero uczę się odpuszczac pewne sprawy i pomimo że jesteśmy już 5 lat po ślubie to jakoś dalej dużo między nami zgrzytow bo mój mąż nie potrafi i przede wszystkim nie chce się zmienić w niektórych kwestiach... no ale jakoś dalej jestesmy razem i może w końcu kiedyś się "dotrzemy" 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje :) Z pewnością Wam się uda, 5 lat to też taki moment, że często jesteśmy sobą zmęczeni i bywa gorzej jak lepiej ;) Nie martw się, z pewnością uda Wam się go przetrwać! Może więcej luzu, troche oddechu osobno...W niektórych kwestiach pewnie nigdy się nie zmieni, więc lepiej to zaakceptować, życie we dwoje staje się wtedy fajniejsze :)

      Usuń
  7. Ale fajnie i pozytywnie :) U nas w sumie bardzo podobnie - każdy ma swoje zajęcia, pasje, mamy wielu wspólnych znajomych, ale również osobnych. Wychodzimy razem i osobno. Już nie jesteśmy zazdrośni (tzn. ja nie jestem ;) no chyba, że o motor ;)) Kłócimy się, zawsze intensywnie, bo ja furiatka i choleryczka jestem, ale staramy się żyć z zasadą, że nie zasypiamy bez wyjaśnienia (bo ja i tak nie zasnę ;)) No a przed ślubem mój tata zadał nam dwa pytania: - Kłócicie się? - Puszczacie przy sobie bąki? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha zajebisty Tata! :D Zazdrosna o motor? Jeździsz czy jesteś zazdrosna, że więcej jeździ na motorze niż spędza czasu z Tobą? :D Ja też jestem choleryczką, chyba baby o wiele częściej nimi są :P Biedni Ci nasi faceci :D

      Usuń
  8. Co to jest: 'seks i inne bajery'? :-P
    Oby zawsze tak było między Wami! My ze starym w tym roku 13- lecie :-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie dopowiedz ;) Dziękujemy i wzajemnie :)

      Usuń
  9. Pięknie napisane! I jakie prawdziwe :)
    Trzeba nieco wyjść z siebie, opuścić swoją strefę komfortu, żeby dostrzec drugą osobę - OTWORZYĆ się na nią, a nie tylko "ja" i "ja" (znam ludzi, którzy niby ze sobą rozmawiają, niby jest dyskusja, ale każde myśli o sobie, jest skupione na tym, co samo chce przekazać i w efekcie nie dociera do niej, co mówi druga strona - o co jej chodzi; ba! sama też tak miałam, dopiero właśnie wyjście poza siebie sprawiło, że nagle poczułam takie "WOW! Ja już wiem, o co ci chodzi! No faktycznie!").
    Śmieszy mnie czasem (i smuci jednocześnie), jak czytam na babskich grupach facebookowych, jak kobitki marudzą na swoich facetów, "bo to", "bo tamto", czytam "super" porady, żeby rzucić takiego faceta, że do niczego związek, blablabla... Jak gdyby właśnie facet miał się domyślać, a baba tylko siedzieć, pachnieć i być kochana za wszystko i zawsze... Bosh! Potrzeba wysiłku! Wspólnej pracy!

    Dlatego dzięki za ten wpis - może otrzeźwi niektóre panie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię Waszą rodzinę, Wasze uśmiechy, Waszą wzajemną sympatię, Waszą relację i Twojego bloga.
    Jestem starsza wiekiem i stażem w przyjaźni i związku i cieszę się, że również wirtualnie otaczają mnie ludzie w fajnej relacji i do tego młodsi. Lubię metafizyczny środkowy palec wyciągany w stronę biadolenia i bicia na alarm w sprawie kryzysu związków i małżeństw. W "moim" realu takich osób i małżeństw i niemałżeństw jest na szczęście sporo. Bawcie się nadal dobrze i upiększajcie świat.
    Powiedz mężowi, że mój piętnastoletni syn zapytał, czy może spojrzeć w ekran, rzucił okiem na Twoje profilowe zdjęcie i powiedział: "Ale ładna dziewczyna!!!!' Miłego dnia. Pozdrawiam!!! Joanna

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję :D
    Mi również, łatwiej się planuję od września! Trochę jak nowy rok szkolny:D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...