czwartek, 1 grudnia 2016

Enjoy December!

Już rok temu miałam ochotę na inną choinkę niż dotychczas. Z wielu względów odpuściłam sobie jednak ten pomysł i jak zwykle postawiłam na święta kilka gałązek w gąsiorze. W tym roku wiedziałam, że nie będzie już na nie miejsca, więc motywacja do stworzenia niewielkiej choinki z deseczek była o wiele większa :) 

Jedno popołudnie (Szarlatana, my z Poziomką odkurzałyśmy dekoracje świąteczne ;) i ze starej miętowej szafki, przytarganej dawno temu ze śmietnika, która dotychczas służyła nam na korytarzu, powstała urocza mała choinka i kalendarz adwentowy w jednym <3 



poniedziałek, 21 listopada 2016

Dziecięca radość

Zeszły tydzień mogę zaliczyć do wyjątkowo udanych :) Znalazłam czas na wszystko na czym mi zależało (no może dwóch spraw do pełni szczęścia mi zabrakło ;) - rodzina, znajomi, zdrowie, odpoczynek, sport (na to najmniej, ale coś za coś), uroda, sprzątanie, gotowanie, pracę, blog i pasje. Jakimś cudem ten luz, który przywiozłam ze sobą z Karpacza wciąż działa i mam dużo energii do planowania, zmieniania, działania. Odzyskałam tę swoją dziecięcą radość, która jakiś czas temu, nie wiedzieć czemu, gdzieś się zapodziała ;) 

Nawet mój aparat znowu zaczął działać jak należy, stąd wczoraj mogłam uwiecznić dla Was wszystkie zmiany i nowości w kąciku naszej Poziomki. Chociaż tak naprawdę działałam na dwa aparaty, ale zdjęcia z mojego sprzętu wydają mi się o niebo lepsze :) Zresztą nowa wersja kącika też mi się wydaje o wiele fajniejsza niż ta pierwsza. Więcej w nim kolorów i wzorów, pojawiły się książki i zabawki naszej gwiazdy, wymieniłam gałki w komodzie na bardziej atrakcyjne dla małych rączek <3 Może zrobiło się nieco ciaśniej, ale jeszcze tylko kilka miesięcy i zbieramy ten nasz mały kolorowy majdan i przeprowadzamy się na nowe :D



poniedziałek, 14 listopada 2016

Karpacz

Ten wyjazd był mi potrzebny jak żadna inna tegoroczna podróż. Ostatnie kilka miesięcy dało mi mocno popalić i nie wyobrażam sobie tego czasu nie wynagrodzić jakimś miłym wypoczynkiem tylko we troje. Po nadmorskich eskapadach marzyły mi się górskie opowieści i nie kiedy indziej tylko właśnie jesienią. Uwielbiam jesień, nawet tak nieciekawą jak ta tegoroczna (ilość pochmurnych dni i niezbyt wspaniałomyślnych wydarzeń wśród najbliższych przerosła nawet moje limity dobrej energii), za dojrzałe kolory i wyciszenie jaki przynosi po ciepłych aktywnych miesiącach :) 

Nie pomyliłam się, że w górach zobaczę te wszystkie żółcie, pomarańcze, czerwienie, burgundy i zgniłe zielenie najwyraźniej. Nie sądziłam jednak, że tyle radości przyniesie mi patrzenie jak tańczącym krokiem liście wędrują z nami pod górę, że spotkamy czarną wiewiórkę i będę obserwować ten moment, w którym jesień wita nieśmiało zimę :) W najskrytszych snach nie śniło mi się nawet, że przez te kilka dni będziemy mieć tyle słońca, a nasz Dziabąg będzie robił sobie czterogodzinne drzemki. Dzięki czemu mogliśmy spokojnie spacerowym krokiem zwiedzać Karpacz, który okazał się bardzo urokliwym i prężnie działającym turystycznie i kulturalnie miasteczkiem :) Nie chce wiedzieć co się tam dzieje w sezonie, poza nim polecam Wam to miejsce jak najbardziej!


poniedziałek, 7 listopada 2016

Gadżety i zabawki idealnego dziecka i wyluzowanej matki z RABATAMI dla Was!

Oczywiście tytuł jest tylko żartobliwą rymowanką, bo żadna ze mnie wyluzowana Matka (obecnie może i tak, ale jeszcze tydzień temu biłam na alarm żeby ktoś mnie uratował od mojego własnego dziecka ;), a z naszego Zająca Poziomki (pseudonim artystyczny Romki, obiecałam jednak siostrze, że nie upublicznie jego geneaologii, haha) idealne dziecko, jak słychać ;D Ale czy takie w ogóle istnieją? Ja już dawno przekonałam się, że nie! Tak jak idealne matki, w tym ja hehe ;) Jest jednak kilka rzeczy, zajęć, nawyków, które chciałabym Wam polecić gdyż śmiem twierdzić, że pomogły nam (przez ostatnie 8 miesięcy) poznawać świat i siebie nawzajem oraz sprawiły, że czuję się komfortowo i na luzie w roli Mamy :) 

Otrzegam, że wpis jest długi (jeszcze przed nowym rokiem obiecuje poprawę :P), ale jeśli jakimś cudem dotrwacie do końca to czeka na Was niespodzianka :) Enjoy!

UBRANIA MATKI KARMIACEJ 

Po pierwsze i najważniejsze (powinnam o tym napisać przy okazji ciąży, bo już wtedy trzeba o to zadbać), warto zaopatrzyć się w dobry biustonosz! To on jest jednym z kilku kluczy do sukcesu karmienia piersią. Ja cenie sobię wygodę i sportowy look więc postawiłam na cyckonosze marki Mitex (Lilly Mitex Classic) oraz marki Alles (Mama Easy M Naturalny). Przynajmniej na początek, bo wiadomo, że takie bawełniaki nie zawsze się sprawdzą i po paru tygodniach warto się wybrać do profeska brafiterki, aby sprawić sobie jakiś ładniejszy i porządniejszy biustonosz :)


poniedziałek, 17 października 2016

Metamorfoza biurka

Dzisiaj nie będzie za dużo tekstu, za to będzie dużo zdjęć. Szczerze to ostatnie tygodnie dały mi znowu w kość i nie mam siły na długie opowieści. W skrócie, wprowadzanie nowych pokarmów do diety dziecka zaprząta mę głowę, czas i ręce, a noce też nie bywają lekkie ;) Mimo to dokonałam kilku zmian w naszym domowym biurze, które od dawna drażniło mnie kolorami (żółty przestał mi tu leżeć), starociami i innymi duperelami. Szczerze mówiąc to całe mieszkanie już mnie nieźle irytuje :/ Wszyscy mówią, że to dlatego, że to już końcówka i w perspektywie kilku miesięcy jawi się nowe. Pewnie mają racje, więc tym bardziej potrzebuje zmian żeby przetrwać ten czas z uśmiechem na twarzy i świadomością, że zrobiłam co mogłam aby zapamiętać tę naszą kawalerkę jak najlepiej :) Zwłaszcza, że te zmiany nie kosztowały mnie zbyt wiele, ani czasu ani pieniędzy i to właśnie chciałam Wam pokazać. Że można niskim kosztem i nakładem zmienić cały look miejsca, które się Wam opatrzyło lub przejadło ;)

biurko z palet, biuro, domowe biuro, magnetyczna tapeta, kawalerka, małe mieszkanie, organizacja miejsca pracy

niedziela, 2 października 2016

Chrzciny Romki

Nawet nie wiecie jak bardzo nie chciało się mi (nam) organizować tych Chrzcin :P Zmęczeni po całym sezonie wyjazdów i rozjazdów Szarlatana. Pierwszy wolny weekend musieliśmy z wielu powodów, przeznaczyć na tę uroczystość. Z początku miała to być skromna imprezka w gronie najbliższych (rodzice, dziadkowie, rodzeństwo, rodzice chrzestni), a to i tak wychodziło ok. 20 osób. Jakoś dalecy byliśmy od robienia z tej okazji wielkiego rodzinnego spędu, fanfar i fajerwerków, jak to zwykle bywa przy Chrzcinach. Zwłaszcza, że chciałoby się ugościć jakoś przyzwoicie wszystkich, a w domu nie mamy miejsca na takie okoliczności. Znowu organizacja imprezy w restauracji, na etapie oszczędzania na nowe mieszkanie, wydawała nam się drogim pomysłem. Pamiętam jednak, że była to połowa sezonu i oboje byliśmy bardzo zmęczeni. Dobrze, że po jakimś czasie przyszła chwila wytchnienia i odpoczynku, więc mieliśmy możliwość przemyślenia sprawy ponownie. Wtedy też oboje doszliśmy do wniosku, że w takich okolicznościach pieniądze nie są najważniejsze! Że w życiu jest tak nie wiele okazji do spotkania się całej rodziny w jednym miejscu (ostatnim jaki pamiętam było nasze wesele), że trzeba to wykorzystać i cieszyć się, mając tę możliwość :)))

Skoro już zdecydowaliśmy się na imprezę z pompą, chcieliśmy znaleźć kościół, który coś dla nas znaczy/wiąże się z naszą historią i niedaleko niego knajpę, które nam samym odpowiada wizualnie i kulinarnie. Pierwszy wybór padł na pizzerie niedaleko szpitala Orłowskiego, do której uciekałam z Patologii Ciąży (;D) i kościół na placu Trzech Krzyży gdzie drałowałam pod górę z nadzieją, że urodzę zanim znowu każą mi leżeć pod oksytocyną :P Niestety restauracja okazała się za mała, a kościół nie chrzcił w tym terminie. Parafia na Woli jest nam jakoś mało znana. Prędzej kościół na Deotymy wchodził w grę, bo jak coś, to tam lubimy śmigać w Niedzielę, ale w okolicy nie mogliśmy znaleźć żadnej sensownej włoskiej restauracji. A włoska nam się marzyła, bo jesteśmy jej ogromnymi wielbicielami! Zresztą gdzie indziej jak nie we włoskiej, moglibyśmy świętować Chrzciny Romy!? hehe :D 

Tak też nasze nogi powędrowały poza Stolicę, do Parafii w urokliwej gminie Stare Babice (moich rodzinnych stron) i malutkiej knajpki na przeciwko kościoła, w ktorej nie byliśmy, ale już zdążyliśmy słyszeć same dobre opinie, czyli Ristorante da Santi :) Szczerze, to zanim spróbowaliśmy czegokolwiek z menu (a jest co próbować <3), już wiedziałam, że tutaj mogę świętować Chrzciny Romki :D Restauracja znajduje się w starej odremontowanej chacie i na szczęście Santi z jego przemiłą żoną Martyną, zachowali to co najbardziej urokliwe we wnętrzu tego starego budynku, czyli szarą drewnianą podłogę i kaflowe piece. Całość wykończyli w jasnej stonowanej kolyrystyce i naturalnych materiałach jak drewno, len i szkło, z dodatkami w kolorach włoskiej flagi i dekoracjami prosto z Sycylii. Taki wystrój stanowi idealną bazę do dekoracji wnętrza na wiele sposobów :)

Mi zamarzyły się dekoracje w moich ulubionych kolorach czyli miętowym i różowym, żółty tym razem zastąpiłam złotym, który pasował mi idealnie do tego rodzaju święta. Zwłaszcza, że na motyw przewodni dekoracji, które zaprojektowały i wykonały specjalnie dla nas Wiewiórka i Spółka, wybrałam tłustego włoskiego aniołka (jakim jest nasza Romka ;) :D Razem ze świeżymi kwiatami i innymi dodatkami udało nam się (zaraz zdradzę Wam kto i dlaczego mi pomagał) stworzyć smakowitą całość, którą nieskromnie powiem, że z zachwytu jadłyśmy oczami :D 

restauracja wloska, dekoracje, ozdoby, impreza, chrzciny, kwiaty, wiewiorka i spolka

czwartek, 22 września 2016

Cała prawda o macierzyństwie

Wielokrotnie pisaliście żebym skrobnęła coś o macierzyństwie i moich doświadczeniach z nowonarodzonym dzieckiem. Nie sądze żebym była jakimś specjalistą w tej dziedzinie, w końcu Roma to moje pierwsze dziecko, ale na Instagramie nie ma dnia żeby ktoś nie pytał o to jak ogarniam tę naszą kuwetę :) Prawda jest taka, że… nie ogarniam (haha), ale mimo to mam na koncie parę sukcesów ;) Na początku było ciężko, wtedy wszyscy mówili, że gdy dziecku stukną 3 miesiące, z dnia na dzień będzie już tylko lepiej. Ja jednak dopiero po pół roku czuję, że osiągnęłam jakiś spokój i równowagę w byciu Mamą, więc mogę się z Wami swoimi odczuciami w tym temacie podzielić :) Tylko ostrzegam, trochę się tego zebrało przez 6 miesięcy :P


wtorek, 6 września 2016

Kuchnia w stylu Enjoy Your Home

Wiadomość o tym, że prawdopodobnie nowe mieszkanie odbierzemy nieco wcześniej niż planowano nam je oddać, bo już na początku nowego roku, zmobilizowała mnie aby na poważnie zabrać się za projekt kuchni. Już co nieco opowiadałam Wam o niej w tym wpisie. Teraz jednak kiedy dogaduje wszystko z kolejnymi wykonawcami i wydaje się, że moje pomysły są do spełnienia chyba mogę podzielić się z Wami gotowym projektem kuchni i kolejnymi elementami, który się na niego składają :) A jest ich duuużo. Trochę się martwię czy nie za dużo, ale na szczęście o kilku z nich możemy zdecydować na koniec. Jeśli uznamy z Szarlatanem, że nie pasują lub są zbędne. Zresztą projekt też jest mocno umowny ponieważ po wejściu do mieszkania może się okazać, że pomiary będą zupełnie inne niż na planie. A wtedy trzeba będzie wprowadzić zmiany. Pewnie czegoś zrezygnować lub coś dodać. Zobaczymy, oby nie, bo wydaje mi się, że udało mi się stworzyć projekt kuchni, która zawiera wszystko o czym marzę...

FRONTY ZE SZPROSAMI - GÓRNE

Zabudowane aż pod sufit szafki z przeszklonymi frontami to według mnie idealny kompromis między otwartymi, a zamkniętymi półkami. Bardzo lubię wyeksponowane naczynia, ale z drugiej strony ścieranie kurzu nie należy do moich ulubionych zajęć :P Oprócz tego te fronty są takie słodkieeee :))) 


zdjęcie: Aneta Tryczyńska

wtorek, 30 sierpnia 2016

Romantyczny dom

W miniony weekend miałam robić sesję zdjęciowa urządzonej z pomysłem kawalerki. Niestety nie udało się, odbędzie się w tę sobotę. Przynajmniej liczę na to ;) W międzyczasie pracuje też nad projektem kuchni i już wiem, że lekko nie będzie. Bo to ściany nie da się przesunąć tak jak chce (haha), bo to kolor frontów nie ten, bo okap w szafce praktyczny, ale lepiej prezentuje się ten bez :P Tak czy siak próbuje, kombinuję, czuje, że jestem bliżej jak dalej. Mimo to wciąż przeglądam, przypinam i zapisuje setki kuchni na Pinterest aby uwierzyć, że moja też wkrótce będzie się tak pięknie prezentować, zarówno w rzeczywistości jak i na zdjęciach :) 

piątek, 26 sierpnia 2016

Koryciny

Wiem, wiem, że ciągle ostatnio tylko o tych podróżach, ale co ja zrobię jak ja tak lubię podróżować i pokazywać Wam ładne miejsca. Zwłaszcza w Polsce! :) Tak się składa, że po koszmarnych wakacjach w Stegnie wybrałam się jeszcze na tydzień na Podlasie. Oprócz tego, że spędziłam kilka przemiłych dni u rodziny Szarlatana to mieliśmy okazję skoczyć razem do miejsca, które chyba nigdy mi się nie znudzi, a mianowicie do Korycin i Ziołowego Zakątka <3


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...