środa, 15 maja 2019

Projekt Taras

Mam świadomość, że chociaż nie wiem jak bardzo bym chciała to podróżnicze wpisy (jeśli ktoś przegapił ten o wypadzie do Tajlandii to znajdzie go tu >>> KLIK) nigdy nie będą Was chyba tak bardzo kręciły jak te o wnętrzach ;) Dlatego dzisiaj krótka historia projektu taras (o początkach do posłuchania również na  Instagramie >>> KLIK), który zaczął się jeszcze w zeszłym roku, a w tym zamierzam jeszcze co nieco dokończyć i korzystać z profitów jakie nam daje ten zewnętrzny kawałek podłogi w sezonie wiosenno-letnim. Pisząc ten wpis mam też nadzieję, że może ktoś z Was na tym skorzysta, bo znowu mimo iż bardzo chciałam kupić coś porządnego i eleganckiego w branżowych sklepach to skończyło się nisko-budżetowo i DIY, więc absolutnie każdy może wykonać coś podobnego u siebie :)


Zacznijmy zatem od początku. Nasz taras ma 9 m2. To zdecydowanie więcej niż mieliśmy w kawalerce, więc jeśli macie mały balkon to raczej polecam zajrzeć do tego wpisu >>> KLIK ;) Mogłam zatem tym razem poszaleć. Zależało mi na tym żebym, mimo iż mieszkamy w mieście, mieć przy mieszkaniu kawałek zielonego i wygodnego miejsca do przebywania na zewnątrz. Po co? A po to żeby po pracy złapać kilka promieni słońca na twarzy, porysować z Poziomką kredkami, poczytać książkę w ciepły wieczór lub zaprosić koleżanki na wino i odpalić świecę oraz lampki dla klimatu :) I chociaż co raz częściej latem dopada nas z Szarlatanem myśl, że jednak fajnie by było mieć kawałek ogródka to zimą zdecydowanie lubimy nasze słoneczne mieszkanie na wysokości. A i naszym roślinom jest tu dobrze i cieszy mnie ogromnie każdy nowy listek, pączek czy przybyły owad :) Także ogródka brak, ale te 9 metrów też daje radę i jestem z niego bardzo dumna mimo iż nie ma tu jakiegoś high lifu!


Na początku były palety. Zarówno te miętowe z kawalerki (teraz znowu do niej wróciły i mam nadzieję, cieszą nową lokatorkę :) jak i nowe, które jak się okazało były raczej skrzyniami do transportu lotniczego. Nie uwierzycie, ale ten koślawy szary panel to również paleta, ale rozebrana na części, wyszlifowana, pomalowana i zbita na nowo tak żeby pasowała do wymiarów naszej barierki :D Można? Można! Wszystkie te wynalazki kupiliśmy za grosze w Broniszach pod Warszawą na jednym ze skupów palet, dokładnie w tym >>> KLIK. Oszlifowane, zaimpregnowane lub pomalowane, elegancko dają radę w każdych warunkach pogodowych przez cały sezon :) 



Ponieważ jeszcze wtedy nie mieliśmy profesjonalnego siedziska na wymiar, przy każdej okazji ratowałam się  wszelakimi poduszkami, a nawet materacem dmuchanym pokrytym kocem i też dawał radę ;)


Skoro siedziska jako takie były, zabrałam się za zieloną stronę przedsięwzięcia, nie tylko ze względu na rośliny, ale także bezpieczeństwo Poziomki tuż przy barierkach, które deweloper postanowił zrobić w odległości na 10 cm od posadzki. Także mój pomysł był prosty, skrzynie z kwiatami, ziołami i pnączem tak żeby zabezpieczyć to miejsce, a jednocześnie wykorzystać na coś co nam zrobi zielony klimat w około :) 


Jeśli chodzi o skrzynię to nie będę zbyt oryginalna, bo dokładnie w tym samym czasie kiedy ja urządzałam taras, moja kochana Polka Dot robiła to samo i była dużą inspiracją na ich wykonanie >>> KLIK :) Ja co prawda nie byłam aż tak odważna żeby robić skrzynie sama, tylko zamówiłam gotowe na wymiar na OLX (nasze mają 90x25x25 cm). Pomalowałam je czarną matową olejną farbą, wyłożyłam od środka ścianki i dno styropianem, a na koniec przyszyłam "takerem" folię ogrodową (wszystko do kupienia w sieciowych budowlano-ogrodowych sklepach) i gotowe :) 


Kolejnym etapem było zrobienie solidnego drenażu z keramzytu (coś około 3-5cm), bo nasze donice z wiadomych względów nie mogę mieć odpływu na zewnątrz. Do tego dodałam uniwersalną ziemię, kwiaty i wszystko od razu zaczęło rosnąć jak szalone :) 



Przynajmniej u nas tak to zadziałało, co możecie zobaczyć na obrazku poniżej, istny busz :D Niestety była to już końcówka zeszłorocznego lata i w tym roku musiałam zacząć na nowo, ale wiele też przetrwało zimę, ale o tym za chwilę :)


Ostatnim elementem, który wniósł dużo komfortu na nasz balkon były wodoodporne poduchy na siedzisko, wykonane na wymiar przez sprawdzoną już przy okazji kawalerki firmę Meble-Stein >>> KLIK. Mięciutkie, ładnie wykończone, wodoodporne i plamoodporne, nie zdejmujemy ich z palet przez cały sezon i wyglądają cały czas elegancko :) Także z czystym sumieniem polecam sobie sprawić taki bajer!





Wracając do roślin to na zimę zawinęliśmy skrzynki w agrowłókninę i szczerze mówiąc to nie sądziłam, że cokolwiek z naszych roślinek przeżyję zimę, a już z pewnością aż tyle :) Okazało się, że barwinkowi większemu, bluszczowi, trzmielinie pnącej, starcom (lp. starzec - taka siwa roślinka), różnym ziołom (w tym kubańskiemu oregano) oraz wrzosom i lawendzie mrozy nie straszne! Niestety rdest auberta, na który liczyłam najbardziej, bo już ładnie zaczął wspinać się nam na barierkach nie przeżył i musiałam zainwestować w nową sadzonkę. Na tej roślinie i bluszczu zależy mi najbardziej bo chciałabym aby barierki zazieleniły się aż po sam czubek :D 

Dlatego w tym roku już na początku kwietnia ruszyłyśmy z Romą do ogrodniczego i dokupiłyśmy trochę kolorowych kwiatków, poziomki, rukolę, mięte i rdest auberta oczywiście. Mała ogrodniczka przeprowadziła mały control i poprzycinała co trzeba, dlatego znowu nasz balkon zaczyna ładnie wyglądać, a do tego mamy pierwsze profity, bo rukola rośnie jak szalona i mieliśmy już okazję jeść z nią pizze :D









W tym roku do tarasowego zespołu dołączył również dywan oraz parasol, ale tego nie miałam jeszcze okazji przetestować, bo jak tylko go kupiliśmy to chwilę później zaczęły się wichury i ulewy. Także po więcej kadrów z balkonu zapraszam na mój Instagram >>> KLIK. Planuję jeszcze kilka małych poprawek i dodatków, ale zasadniczo to już praktycznie koniec urządzania tarasu. Moim największym marzeniem w tej chwili są zielone barierki i zmartwychwstanie oliwki, która niestety mimo iż pięknie rosła całą zimę w domowych warunkach dopieszczana przez moją Babcię, to tuż przed sezonem niechcący ją przelała czego oliwka nie przeżyła, chyba :(


Dajcie znać moi Mili czy coś jeszcze Was interesuje albo macie jakieś pytania dotyczące tarasu to z przyjemnością na nie odpowiem?? :) Wszelkie ogrodnicze porady również przyjmę, bo umówmy się, ogrodnikiem nie jestem i wszystko co tu widzicie robiłam i robię metodą prób i błędów oraz z pomocą Mamy, która ma ogromną wiedzę i zawsze jest wsparciem w tej materii <3 Myślę jednak, że oprócz tego grzebanie w ziemi sprawia mi straszną frajdę i to wszystko razem daje całkiem niezłe efekty :D

Tarasowy skład:

Krzesła ogrodowe - Jysk
Dywan ogrodowy - Selsey Living 
Lampiony - Ikea
Kolorowe wiaderka - Ikea
Poszewki - Mix z wielu sklepów
Stoliki - różowy (Kolorowychsnow.pl), biały (Jysk)
Konewki - wysoka (ikea), niska (stary czajnik ;)
Koce - szary (Westwing), różowy (Color Stories), w kolorowe kwadraty (dzieło Babci Gabi)
Czarno-biały ręcznik z frędzelkami -  Hugme
Czarne lampki - Lampki Ogrodowe

Wasza Zakręcona

LU

Pin It

5 komentarzy:

  1. Lu, mogłabyś powiedzieć coś więcej o dywanie? Rozumiem, że skoro jest "balkonowy", to nie trzeba go w ogóle ściągać z balkonu nawet w deszcz, a po sezonie wystarczy wyprać? Jest cudny, bardzo mnie kusi ☺️
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Małgorzato, wlaśnie tak, leży i moknie już tydzień na balkonie ;) Ale do prania to chyba się nie nadaje, bo jest sztuczny, chyba bardziej jakiś mopem, szmatką, nie wiem, jeszcze tego nie robiłam :) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Dobra, przekonałaś mnie, kupuję 😁
      M.

      Usuń
  2. Very nice article, exactly what I needed.

    OdpowiedzUsuń
  3. Great article.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...