Strony

poniedziałek, 30 listopada 2015

Kalendarz Adwentowy

Moim zdaniem najważniejszy kalendarz w roku! Noworoczny czy szkolny ma się nijak do tego, który służy do odliczania dni pozostałych do świąt. Przynajmniej ja od zeszłego roku doceniam go o wiele bardziej niż wszystkie inne kalendarze, ponieważ potrafi zdziałać cuda! :))) Przynajmniej nasz zdziałał i zaraz powiem Wam jakie.

Ostatnim razem oprócz słodkości dołączyłam do kalendarza zwyczaj pisania czegoś miłego drugiej osobie. Niby nic, przecież wiemy, że się kochamy z Szarlatanem, w końcu tyle czasu jesteśmy razem (8 lat). Jednak gdzieś na co dzień oboje żyjemy w pędzie i często zapominamy o tak prostej rzeczy jak komplementy i pochlebstwa. A takie drobne trzy słowa jak "pięknie wyglądasz w...", "wierzę, że Ci się uda..." czy "uwielbiam kiedy Ty..." są o wiele cenniejsze niż nie jeden prezent. I mam na to dowód!

Rok temu byliśmy w kiepskiej sytuacji finansowej. A bynajmniej nie w takiej żeby pozwolić sobie na jakieś wystrzałowe prezenty. Szarlatan mimo to sprezentował mi mały drobiazg. Ten drobiazg właśnie tydzień temu się zepsuł i raczej nie uda mi się go naprawić, więc koniec końców pewnie wyląduje w najgorszym wypadku w koszu i wkrótce o nim zapomnę. A słowa, które znalazłam w ostatniej skarpecie pamiętam do tej pory i będę pamiętać do końca życia, bo było to najpiękniejsze co od niego usłyszałam <3

Oprócz tego robiąc ostatnio ślubną księgę gości znalazłam te małe karteczki z kalendarza i ze łzami w oczach czytałam każdą po kolei. Okazuje się, że wszystko co sobie wtedy napisaliśmy (bo były to nie tylko komplementy, ale również życzenia, marzenia, słowa wsparcia i otuchy) spełniło się :D

To co teraz mi wierzycie i też robicie w tym roku kalendarz? :))) Jeśli tak to przygotujcie sobie ulubioną herbatę, dużo miejsca i następujące elementy:


środa, 25 listopada 2015

Targi Rzeczy Ładnych z RABATAMI dla Was!

Tę edycję targów będę chyba wspominać najlepiej :) Wyobraźcie sobie, że na wejściu podchodzi do Was osoba, która tak bardzo chce coś Wam powiedzieć, że nie może wydusić z siebie słowa :D Po głębszym oddechu zadaje jednak krótkie pytanie "Czy ja dobrze myślę, Lu z bloga Enjoy Your Home?" <3 No padłam haha :D A zaraz potem dzięki Tobie moja "psychofanko" dostałam skrzydeł do działania! Dzięki Ci za to Kochana i uprzedzam wszystkich kolejnych czytelników, że jestem całkiem normalną 'laską" (czemu kobieta nie może całą ciąże czuć się taka atrakcyjna jak w drugim trymestrze ;) i nie musicie się niczego obawiać jeśli chcecie ze mną pogadać lub przybić po prostu piątkę :)

Wracając do targów. Tak jak przy ostatnich tak i teraz nie byłam zadowolona z miejsca w którym się odbywały. Duszno, ciemno, ciasno, bez schodów (chyba że ewakuacyjnych prowadzących na zewnątrz budynku) i szatni. Takie jest moje zdanie o wybranej przez organizatorów przestrzeni w centrum handlowym na Placu Unii Lubelskiej! Dzięki wspomnianej wcześniej fance udało mi się jednak to jakoś przeżyć, bo razem z Tofika Szyje przetrzymały moje klamoty. No ale do rzeczy, bo mnóstwo dobrych wiadomości mam dla Was! :D


wtorek, 17 listopada 2015

Dziecko w kawalerce vol. 2

Ten drugi trymestr to błogosławieństwo w porównaniu do końcówki pierwszego ;) Mam tyle energii, że sama bym mogła meble przenosić :D Ale na szczęście nie muszę, bo Szarlatan spisuje się na medal i gdy tylko jest w domu, bo akurat nie pracuje lub gra, bierze się za porządki razem ze mną! Tak jak wspominałam w ostatnim poście, jadalnia tez już wygląda zupełnie inaczej, ale z jej publikacją jeszcze chwilę poczekam. Dzisiaj za to chcę Wam pokazać jakie zmiany zaszły w kuchni, dzięki czemu gotuje się w niej jeszcze lepiej. A my dużo gotujemy i jemy :P


środa, 11 listopada 2015

Dziecko w kawalerce vol. I

Jakby kiedyś za młodu ktoś mi powiedział, że będę musiała się zmieścić z dzieckiem i mężem w jednym pokoju pewnie parsknęłabym śmiechem i popukała się po głowie. Teraz nie widzę w tym nic dziwnego i wcale nie przeraża mnie fakt, że za 4 miesiące pojawi się na naszych 25 metrach jeszcze jeden Ziomek ;) Muszę powiedzieć, że zmiany, które planuje, a potem systematycznie wdrażamy z małżem sprawiają mi ogromną frajdę, bo tak jak wykończyliśmy w pełni mieszkanie rok temu, tak od tamtej pory za wiele się w nim nie zmieniło (poza dodatkami). A ja lubię zmiany, zwłaszcza w domu. Jako nastolatka wielokrotnie przestawiałam meble w pokoju robiąc przy okazji porządki w czym się dało. W kawalerce było to już nieco utrudnione, chodź możliwe. Bo czemu by nie przesunąć sofy pod okno, a stołu pod kubiki? No można by spróbować, aczkolwiek jakoś nie widziało mi się siedzieć tyłem do okna i opierać plecami o grzejnik albo po prostu wiedziałam, że te drobne zmiany nie dałyby mi takiej satysfakcji jak te które dzieją się teraz :) 

Na początek w odstawkę poszedł zabytkowy kredens po Cioci Oli. Uwielbiałam go od zawsze, bo skrywał wiele skarbów. Nam służył do przechowywania szkła, dodatkowej zastawy, alkoholi i książek. Prawda jest jednak taka, że im dłużej tu mieszkamy tym co raz mniej tych rzeczy używaliśmy. Tak więc któregoś pięknego dnia dokładnie przesegregowaliśmy to co było w nim i w kuchni i okazało się, że 6 kartonów bambetli wyjechało tam gdzie on, czyli do domu mojej Mamy. Część rzeczy udało nam się zmieścić w naszej kuchni, część czeka na większe mieszkanie, a część w piwnicy na Baby Shower, co bym miała w czym serwować drinki dla dziewczyn w styczniu ;) 

Z jednej strony jest mi smutno, że już go nie ma i pewnie w nowym mieszkaniu już nie stanie, ale z drugiej czuje jakbym zrzuciła z pleców jakiś ogromny kamień. Nagle w domu zrobiło się tyle miejsca i światła, że żałuje, że wcześniej na to nie wpadłam! 


niedziela, 8 listopada 2015

Ślubna Księga Gości

Październik stał pod zapytaniem porządków. O ile w tygodniu biegaliśmy z Szarlatanem za dokumentami związanymi z kupnem mieszkania i załatwiania kredytu, o tyle w każdy weekend sumiennie czyściliśmy kolejne zakamarki naszego, mogłoby się wydawać, małego mieszkania, ale o tym następnym razem ;) Tak też trafiłam na księgę gości z naszego wesela, którą obiecałam sobie wykończyć dawno temu. A że jestem personą, która nie cierpi niedokończonych spraw, jeszcze tego samego dnia, którego czyściłam mój kącik z ozdobami i innymi pierdoletami do dekorowania wszystkiego co możliwe, usiadłam i zaczęłam upiększać strony ze zdjęciami :)

Kiedy kupowałam na nasze wesele księgę, wcale nie miałam w zamiarze jej dekorować. Koncepcje miałam jak każdy inny. Zostawić na weselu na stole, z flamastrami, klejem i kolorowymi taśmami do podpisywania i wklejania zdjęć, które można było cyknąć sobie w trakcie zabawy aparatem Fujifilm Instax Mini i niech goście sami sobie radzą. Zdjęcia wszyscy robili chętnie, ale z wklejaniem i pisaniem nie było już tak łatwo, z wiadomych względów ;) Tak więc po zabawie zostało nam luzem mnóstwo fotek i pustych stron. Obiecałam sobie, że je powklejam i ozdobię, bo szkoda żeby się gdzieś pogubiły.


poniedziałek, 2 listopada 2015

Jak kupiliśmy NOWE MIESZKANIE w Warszawie

Długo zastanawialiśmy się co dalej, kiedy doszliśmy do wniosku, że nasze 25 metrów zaczyna nam doskwierać i czas na zmiany. Ponieważ oboje uznaliśmy, że skoro tak dobrze nam na warszawskiej Woli to czemu by tutaj nie znaleźć czegoś większego. Zaczęliśmy od rynku wtórnego i ku naszemu zdziwieniu w całkiem niezłym stanie mieszkania (z nowymi oknami i drewnianym parkietem) wychodziły znacznie taniej niż nie jedna nowa i znacznie mniejsza nieruchomość na obrzeżach Warszawy. Tylko co z tego skoro okolica i blok już nie prezentowały się tak pięknie. Doszliśmy do wniosku, że po 3 latach mieszkania w starym budownictwie mamy nieco dość tego wszechobecnego "patologicznego" klimatu. Prawda jest też taka, że w obecnym bloku miałam kiedyś swój kilkuletni epizod mieszkaniowy z rodzicami i znam pół budynku, a drugie pół zna mnie z podwórka, okolicznych drzew i trzepaków. Wprowadzka tutaj była więc dla mnie samą przyjemnością, bo dobrze wspominam tamte czasy. Szkoda tylko, że od tamtej pory nic się tutaj nie zmieniło albo zmieniło, ale na gorsze... Nie będę się rozwodzić o obsikanych i śmierdzących fajami klatkach, zataczających się sąsiadach i wiązankach lecących z co czwartego okna, bo mnie dorosłą osobę nawet to trochę bawi i mamy z tego z Szarlatanem czasem niezłą pompę. Fakt, że spodziewamy się dziecka, zmienił jednak nieco nasz sposób postrzegania tej dzielnicy jako dobre miejsce do wychowania małego Ziomeczka. Oczywiście pozostaje jeszcze rynek pierwotny. Dosłownie po drugiej stronie ulicy, budują się nowiutkie osiedla, mamy tam nawet swoje ulubione knajpki, ale primo ceny mieszkań zdecydowanie przekraczały nasze możliwości (od 7 do 9 tysia za metr), duo stawiają te molochy jeden na drugim i końca tego architektonicznego bałaganu nie widać! 

Wzdychaliśmy oczywiście do naszej ukochanej Saskiej Kępy i Żoliborza, ale i tutaj sytuacja była podobna jak w przypadku nowości na Woli. Za drogo i kropka. Trzeba było sobie odpuścić te modniarskie i klimatyczne lokalizacje :( Pokaże Wam jednak dla przykładu kilka 3 pokojowych mieszkań z inwestycji Artystyczny Żoliborz, które były elegancko rozplanowane, ale z pół miliona albo i więcej by trzeba było wydać na sam lokal z garażem, a gdzie wykończenie?!